Jak wygrywać w przegranej?

Jak wygrywać w przegranej?

DawidCzerw
FM DawidCzerw
|
5

Trenujemy, staramy się i walczymy, ale niestety czasem nie wychodzi i dostajemy przegraną pozycję. Oczywiście nie jest to przyjemne uczucie, ale nawet Carlsenowi zdarza się przegrać (rzadko to rzadko, ale jednak!). Warto jednak zauważyć, że przegrana pozycja to jeszcze nie koniec świata, przecież możemy utrudniać życie przeciwnika, często przez kilkadziesiąt posunięć.

Skoro my popełniliśmy błąd i dostaliśmy marną pozycję to dlaczego sytuacja miałaby się nie odwrócić? W końcu nasi przeciwnicy nie grają na poziomie Stockfisha i też miewają kiepskie pomysły.

Więc jak to jest, że w zdecydowanej większości przypadków przegrana pozycja równa się przegranej partii? Zawodnicy perfekcyjnie realizują przewagi?

Według mnie nie! Z moich obserwacji wynika, że szachiści łatwo się poddają - widać to nawet po minie. Ktoś zrobi podstawkę i do końca partii "czeka na ścięcie" gapiąc się na partię kolegi grającego obok.

Oczywiście tego typu "gra na odwal" i brak skupienia nie zwiększają naszych szans na ratunek. Dodatkowo mamy aspekt psychologiczny. Przeciwnik, który widzi nasze załamanie psychiczne, czuje się jeszcze pewniej, dzięki czemu (nawet nieświadomie!) podejmuje śmielsze, a więc lepsze, decyzje!

Do czego to wszystko prowadzi? Do szybkiej (zbyt szybkiej) porażki.

Jak należy podejść do przegranej pozycji?

1.Zastawianie pułapek

Nie chodzi mi tutaj o ustawienie "maczugi" na punkt h7 i późniejsze gapienie się w ten sposób...

...na skrzydło hetmańskie, aby "odwrócić uwagę przeciwnika"

Chodzi bardziej o poprawianie swojej pozycji, które zawiera w sobie pewien jad. Co dokładnie mam na myśli? Zobaczmy na przykładzie:

Jak widać - czarny zamiast "zginąć marnie" zdecydował się zaktywizować. Oczywiście obiektywnie pozycja przez większość czasu była na pograniczu przegranej, ale sprytna ofiara piona utrudniła realizację przewagi. Kilka błędów białego i szala zwycięstwa przechyliła się na drugą stronę!

2.Walka do końca

Obrona przegranej pozycji to w znacznej mierze kwestia odpowiedniego podejścia psychologicznego. Właściwie można powiedzieć, że posiadanie tragicznie złej pozycji to dosyć komfortowa sytuacja. W końcu niczym już nie ryzykujemy - przecież nie da się przegrać dwukrotnie jednej partii.

A skoro niczym nie ryzykujemy to powinniśmy szukać jak najbardziej złośliwych zagrań, które uczynią z realizacji przewagi najgorszy koszmar naszego przeciwnika

Zawsze w tym momencie przypomina mi się moja partia rozegrana za daaawnych czasów juniorskich. Partia, w której miałem przegraną na milion sposobów, ale dzięki odpowiedniemu podejściu udało mi się wygrać. Oczywiście nie udało by się to bez pomocy przeciwnika, ale też przeciwnik by się nie pomylił, gdybym nie walczył do ostatniego pionka!

Tę partię zacytowałem z mojego artykułu o tym, kiedy jest czas, aby się poddać. Myślę, że warto do niego zerknąć, bo tematy są mocno podobne!

3.Unikanie wymian

Jedną z pierwszych, szachowych sentencji, które poznałem jest "masz przewagę - wymieniaj". Osobiście uważam to za zbyt duże uproszczenie tematu realizacji przewagi. Ale jednak coś w tym jest, w końcu im mniej figur tym mniej możliwości, a więc mniej szans na uratowanie przegranej.

Szachy to gra logiczna, więc skoro nasz przeciwnik jest zainteresowany upraszczaniem pozycji, to powinniśmy robić na odwrót!

Taka sytuacja przypomina trochę zabawę w kotka i myszkę. Przeciwnika gania nas hetmanem proponując raz za razem wymianę? Powinniśmy uciekać jak najdłużej! Oczywiście każda pozycja jest inna - trzeba to mieć na uwadze. Ale co do ogółu - wymiany nie są na korzyść strony, która ma stratę.

Dobrym przykładem jest też moja partia z kołówki, na której uzyskałem normę na IM-a. Grałem z ostatnim zawodnikiem w tabeli, ale przez złą decyzję w debiucie wylądowałem w tragicznie kiepskiej pozycji, którą udało mi się jednak uratować!
Wszystko dzięki unikaniu wymian (tam gdzie to było możliwe)

4.Atak "na partyzanta"

Czasem pozycja jest na tyle tragiczna, że nie widać sposobu, aby stawiać opór. Przykładowo - mamy dużo słabości i wiemy, że grając na spokojnie zostaniemy zajechani i przegramy bez walki. W takiej sytuacji trzeba pójść na całość.

Oczywiście skoro pozycja jest kiepska to atak najpewniej też nie ma racji bytu. Ale przecież nie gramy z silnikiem szachowych, tylko z człowiekiem, który też popełnia błędy! 

Ale nie popełni ich, jeżeli nie damy mu takiej szansy

Warto dodać, że taki atak często "kradnie" przeciwnikowi mnóstwo czasu, bo stara się on wszystko dokładnie wyliczyć, aby nas spacyfikować. I często gra na niedoczasie może nam bardzo ułatwić życie, bo pod presją przeciwnikowi ciężko jest wszystko dokładnie powyliczać.

Właśnie taka sytuacja miała miejsce w partii wyżej. Po partii przeciwnik podsumował: "Хороший бой!"

Generalnie jestem dużym zwolennikiem "Walki do końca" (chociaż też miewam gorsze dni), dlatego pierwszym tematem zajęć grupowych, jakie przeprowadziłem kilka miesięcy temu, była walka do końca:

Jeżeli jesteś zainteresowany dołączeniem do takich zajęć grupowych to zapraszam pod LINK - tam są podane wszelkie, istotne szczegóły.