Wielu ludzi uznaje Roberta Jamesa Fischera za boga szachowego, lecz trzeba pamiętać, że nie miał za sobą samych sukcesów. Mało tego można powiedzieć, że jego życie było pasmem niefortunnych zdarzeń przeplatanych sukcesami.
Bobby Fischer od początku życia nie miał łatwo. Już samo jego urodzenie nastręczało mu wielu problemów - jego matka była komunistką, a prawdopodobny ojciec węgierskim żydem co ze względów społecznych w latach 50 w Ameryce oznaczało bycie wyrzutkiem i osobą uznawaną za niebezpieczną. Robert w raz z matką Reginą i siostrą Joan żył w Brooklynie. Pierwszy kontakt z szachami miał w wieku 6 lat gdy dostaję od siostry na urodziny tekturowe szachy. Szybko gra ta stała się jego jedyną pasją .Grał w nie nieustannie aż jego matka postanowiła zabrać go do psychologa, który miał mu wybić z głowy granie w szachy. Psycholog okazał się jednak szachistą i tylko zachęcił Fischera by zaczął się kształcić szachowo w klubie szachowym. Bobby zakochał się w tym miejscu i chodził tam codziennie zaniedbując obowiązki szkolne. Pasja Fischera szybko przyniosła rezultaty w wieku jedenastu lat zajmował 5 miejsce w mistrzostwach klubowych. W wieku 14 lat wygrał mistrzostwa USA i stał się najmłodszym mistrzem USA w historii. Również w wieku 14 lat dostał się na turniej kandydatów i otrzyma normę arcymistrzowską. To był jeden z przełomowych momentów z życia Fischera.