Najdorf C 2025. Cz. 4- finałowe starcia

Najdorf C 2025. Cz. 4- finałowe starcia

Awatar użytkownika avoy777
| 1

Wpis jest kontynuacją trzech poprzednich:

Dzień siódmy

W siódmej rundzie szachowego festiwalu w Warszawie, miałem komplet 6 punktów i grałem na pierwszej szachownicy. Mimo zwycięstw coraz gorzej spałem i tego dnia czułem niepewność. Łapałem się na tym, że zaczynam negatywnie myśleć o różnych sprawach. Szukałem tych pozytywnych znaków, że dziś wszystko się jednak ułoży po mojej myśli. Miałem grać z Adamem, zawodnikiem bez rankingu FIDE i bez rankingu PZSzach, ale wygrywającym wszystko, za wyjątkiem jednej partii, w której zanotował remis. W turnieju było dwóch takich ziomków: on i pewien Marcin, ale nie ten, z którym grałem w poprzedniej rundzie. Bezrankingowcy zmiatający wszystkich po kolei - samouki, nie pojawiający się w warszawskich turniejach, ale być może groźniejsi, niż jedynki nie grające już w turnieju B. Marcin, jak się okazało w rozmowie przed partią z panem Januszem, miał na profilu FIDE pod 2000 w rapidzie i blitzu. Ale grałem z Adamem, nie z Marcinem. 

Będąc jeszcze w domu zajrzałem na partię rozgrywaną przez jednego z naszych klubowiczów - w końcówce miał gońca i pionka na wieżę i pionka. Wieża oddała życie za gońca i pionka, i teraz trzeba było blokować dojście piona rywala do pola przemiany. Ale nie wiedzieć czemu nasz kolega zszedł z linii podróży pionka. Wyłączyłem szybko tę partię - czyżby kolejny zły znak?

W drodze, idąc na pociąg, słuchałem Meditations Johna Coltrane'a. Nie była to spokojna muzyka, raczej kakofonia myśli w formacie free jazzu. Na peronach dworca jeden wielki chaos. Pociągi się spóźniały, a elektroniczne tablice z rozkładem nie działały jak trzeba. Trzeba było nerwowo się rozglądać i wsłuchiwać w komunikaty. Ale dojechałem na czas na ulicę Konwiktorską w Warszawie. 

Adam rozpoczął od 1. d4 na które odpowiedziałem 1... c5. Zaczęliśmy grać pozycyjnie, a nasze skoczki skakały cierpliwie po pierwszej linii obok Króla. Od samego początku partia mi się nie układała i byłem zepchnięty do defensywy, rozpaczliwie szukając koordynacji. 

Gdy zrobiłem roszadę, Adam wyprowadził atak, z którego ratował mnie tylko jeden ruch:

Kb8! - no nie znalazłem, za Chiny Ludowe bym go nie znalazł... I jeszcze po partii długo nie wiedziałem gdzie popełniłem błąd. Wybiłem pionka, szukałem koordynacji w obronie, ale Adam mnie po prostu miażdżył. Był wyraźnie lepszy - pogodziłem się z myślą, że to on wygra turniej Najdorfa w Warszawie. 

Ocena komputera: 91,3% vs 77,9%, 2450 vs 1900

Adam wygrał w dwóch ostatnich rundach, co dało mu pewne pierwsze miejsce w turnieju, a mi zapewniło drugie w końcowej klasyfikacji!

Ale zanim osiągnąłem ten życiowy sukces, czekała mnie dramatyczna partia w dniu ósmym. 

Dzień ósmy. 

Zajrzałem jeszcze raz na partię naszego klubowicza, który w szachy gra całkowicie rozrywkowo i tego rankingu nie ma za wysokiego - okazało się, że ZREMISOWAŁ, bo został zapatowany Królem i Hetmanem. Był to dobry znak o znaczeniu: nigdy się nie poddawaj, walcz do końca!

Moją rywalką w dniu ósmym była 17-letnia Jagoda, zawodniczka pierwszej kategorii. Sprawdziłem, że ona tę pierwszą kategorię zdobyła 7 lat temu, jako 10-latka. Musiała być wtedy postrzegana jako cudowne dziecko szachów, no ale co się potem stało? Zabrakło pracy i dyscypliny? Mimo młodego wieku musiała mieć sporo doświadczenia i jak zasugerował chat GPT - może być obryta w debiutach, graj cierpliwie...

Wyjechała mi takim debiutem w obronie francuskiej, że nie wiedziałem gdzie się schować. Po kilku minutach moja pozycja była mocno rozbita, znalazłem jakąś pseudotaktykę (a graliśmy dość szybko), ale okazało się, że tylko podwaliłem jakość. Miałem do siebie pretensję o tę szybkość grania. Ona też grała szybko, z potężną pewnością siebie wymalowaną na twarzy, graniczącą z arogancją. I to ją trochę zgubiło... Moja pozycja, mimo że strasznie pasywna jakoś się trzymała. Pomyślałem, że jak będę grał jak komputer to może... kto wie co się jeszcze w tej partii wydarzy. Ale na ten moment chciałem całkowicie zablokować jej atak. Miałem dwa różnopolowe gońce i wieżę, a ona dwie wieże i gońca, plus dwa słabe pionki, na których mogłem się skupić. Remis czy walczymy dalej? - zaproponowałem. Była wkurzona. Odpowiedziała: najpierw pan rusza, potem proponuje. Moja propozycja ją jeszcze bardziej rozjuszyła i wymyśliła sobie, że wymieni czarnopolowe gońce. I wtedy znalazłem kontrę! Wkleję wam tę partię w całości z komentarzem, bo naprawdę była ciekawa...

Partia dramatyczna, ze zwrotem akcji o 180 stopni. Pan Janusz następnego dnia nie mógł uwierzyć, że ja ten pojedynek wygrałem. 

Ocena komputera: 78,3% vs 73,5%, 1950 vs 1900

Jagoda po tej grze się posypała i w kolejnej też odniosła porażkę. Zdobyła w sumie 5,5 pkt. i zajęła 29. lokatę. 

Jak już wspomniałem wcześniej w ostatnim dziewiątym dniu sprawy ułożyły się po mojej myśli. Mój 12-letni rywal zaproponował remis. Mogłem odpocząć, zadzwonić do znajomych, a zwycięstwo Adama z Piotrem dało mi DRUGIE miejsce

galeria zdjęć z turnieju