Co sądzicie o graniu blitza (czyli o tempach od 3+0 do 10+0 minut na zawodnika bez czasu dodawanego)? Ogólnie według mnie taki blitz, szczególnie 10+0, ma kilka dość wyraźnych przewag nad klasykami, ale również kilka minusów. Główne przewagi, to na pewno czas trwania - turniej można rozegrać przy dobrym wietrze w kilka godzin, jednego dnia. Oprócz tego, 10+0 (szczególnie na amatorskim poziomie gry, czyli ~-2000 chess.com) jest dość dobrym kompromisem pomiędzy szybkością a namysłem. Oczywiście kategorie zawsze powinno się wbijać na klasykach, ale turnieje "o pietruszkę" można tak grać. Trzecim, zdecydowanym plusem na korzyść blitza 10+0 jest fakt, iż trzeba udowodnić swoją dominację w partii - niech pierwszy rzuci kamieniem ten, komu na turnieju serce nie stanęło jak zobaczył 1,5 minuty na zegarze. Wtedy też najłatwiej o błąd, a jeśli tego błędu się nie popełni - o czymś to świadczy. Są też minusy, tu akurat proste - po pierwsze, na blitzu nie pomyślisz tyle ile na klasyku. Akurat tu muszę oddać wyższość tempom 30<. Tam po prostu da się głębiej liczyć. Drugi minus, to tytuły i kategorie - jak świat światem, zawsze bardziej prestiżowy był tytuł mistrza świata w klasykach, niż w blitzu. No i trzeci, największy minus blitza - i o tym wiem z własnego doświadczenia - brak uniwersalności. Jeśli całe życie uczysz się grać na klasykach i przechodzisz na blitza - raczej nie wygrasz pierwszych partii. W odwrotną stronę też to działa.
Oprócz tego pomniejsze "przewinienia" - blitz nie jest dobry dla początkujących, bo uczy za szybkiego grania, w blitzu można flagować itd. ale dajcie znać, czy ktoś się zgodzi z tą tezą - blitz (szczególnie 10+0) ma kilka istotnych przewag nad klasykiem.