Witam w kolejnym moim forum panie, panowie i osoby identyfikujące się jako Starship V3, w dniu dzisiejszym stała się rzecz nie bywała, a mianowicie postanowiłem zagrać sobie partię blitza na 3+0, udowadniając wszem i wobec że nie istnieje większy antyautorytet szachowy ode mnie w całej hipergromadzie galaktyk, i poza nią.Partię rozegrałem kolorem afroamerykańskim, z przeciwnikiem o równie miernym rankingu co ja w okolicach 2650, przechodząc do rzeczy, z debiutu wyszedłem nawet nieźle, ale nie byłbym sobą gdybym dosłownie chwile później nie pozwolił termometrowi zrobić potężnego przysiadu, czego skutkiem było totalne rozbicie skrzydła królewskiego, przez gońca który inkasował pionki niczym komornik sprzęt AGD, dalsza część partii pokazała prawdziwy obraz nędzy i pożogi, przeciwnik zaczął robić rewolucję bolszewicką po drugiej stronie, a sytuacja na zegarze sprawiała że widmo przegranej wydawało się być bardziej pewne niż śmierć i podatki. Gdy w 36 posunięciu dostrzegłem u siebie ledwo 20 sekund, stwierdziłem że nie mam już nic do stracenia i atakuję, postanowiłem poświęcić skoczka z szachem, który nie oszukujmy się, był trochę jak zakaz prowadzenia pojazdów (tzn. nic nie robił) w zamian za stworzenie oponentowi minimalnych kłopotów, co o dziwo opłaciło się, mający około 3 razy więcej czasu przeciwnik zdecydował się że da mi fory w postaci całej wieży, którą z wielkim entuzjazmem przyjąłem, przechodząc po chwili do wygranej końcówki z dwoma wolnymi pionami, orającymi przeciwnika niczym polscy rolnicy asfalt podczas protestów w 2024 roku, nie było to jednak wszystko takie proste bo na zegarze pechowe 13 sekund, po kilku niezbyt przemyślanych decyzjach doprowadziłem do pionkówki z jednym bonusowym skoczkiem, co nawet średnio rozgarnięty szympans byłby w stanie wygrać. Jednak liczba sekund stała się jednocyfrowa, a przeciwnik ciągle stwarzał problemy, co sprawiło że zrobiłem najstraszniejszą zbrodnię od czasów drugiej wojny światowej, i nie, nie jest to wymieszanie Winiarego z Kieleckim, ani dodanie rodzynek do sernika, a znalezienie jednej z nielicznych remisujących partię idei, ponieważ ni stąd ni z owąd okazało się że przeciwnik dorabia hetmana w tym samym momencie co ja, i biorąc pod uwagę czas pozostaje jedynie liczyć na cud, którego nawet Nostradamus by nie przewidział, a jednak, przeciwnik mimo posiadania siedmiokrotnej przewagi czasowej, popełnia kardynalny błąd, skutkujący podstawieniem klasycznego motywu rożna, co biorąc pod uwagę okoliczności było bardziej absurdalne niż polska scena polityczna, i finalnie po niewielkim trudzie jaki musiałem włożyć w matowanie hetmanem na 5 sekundach, partia zakończyła się moim zwycięstwem!Partię oczywiście zamieszczam poniżej, i mała rada, bierzcie to jako przestrogę, a nie wzór jak chociażby rząd Wielkiej Brytanii książkę Georga Orwella "1984"